05 grudnia 2005

# 170

Święta. Nie mogę się doczekac. Ten wspaniały czas bycia blisko z bliźnimi, z moją neurotyczną matką, z bratem półdebilem i drugim, psychicznie chorym sadystą. Te chwile kiedy w przytulnym domu, w rodzinnej atmosferze, w rozpierdolonej melinie, którą niewątpliwie stało się moje mieszkanie zniszczone niezliczoną liczbą nigdy nie dokończonych remontów, będziemy cieszyc się tym, że możemy byc blisko siebie i chwalic Pana, potykając się o rozjebane w przedpokoju worki z gładzią, kawałki zdartej tapety poniewierające się pod nogami, metalowe szyny do konstrukcji niewiadomo czego i inne stricte świąteczne gadżety. Do świąt wprawdzie jeszcze kupa czasu, ale niektórzy już zaczęli przygotowania. Moja matka zarządziła kolejny remont, na święta przecież musi byc ładnie!, więc brat, psychicznie chory sadysta, już zaczął naprawiac przedpokój. Pierwszym krokiem, zaraz po zdarciu tapety, było wywiercenie w ścianie trzech dziur i przebicie się wiertarką do mnie. Mam teraz kurewsko świąteczne ozdoby w postaci odłamków tynku na podłodze. Od razu czuc zapach świąt. Potem, kiedy okazałam świąteczne niezadowolenie z powodu wspomnianych dziur, natychmiast świątecznie zblugał mnie od kurew, gówien, szmat, dziwek, robiących loda loch oraz świątecznie kazał mi wypierdalac na dworzec żeby robic loda, oraz stulic mój jebany pysk, bo zaraz wyjebie mi jeszcze dwadzieścia dziur, i skręci kark. Nie powiedział tylko komu mam te lody robic, więc jak na razie jeszcze tu sobie siedzę i obstawiam dzień, w którym do reszty stracę rozum. Moja neurotyczna matka natomiast świątecznie, całkiem w swoim stylu postanowiła nie mieszac się do naszych spraw, jak to prawdziwa matka, która rozumie, że mieszac się nie należy i przysłuchując się świątecznemu monologowi mojego psychicznie chorego, sadystycznego brata, cichutko spierdoliła do kuchni.

Brak komentarzy: